Wojciech Frazik
Sprawa spadochroniarzy – przyczynek do dyskusji o wiarygodności akt sądowych
Jeszcze kilka lat temu akta spraw karnych (sądowe) były dla historyków podstawowym źródłem do rekonstrukcji
dziejów podziemia niepodległościowego. Znajdujące się w nich zeznania, akty
oskarżenia, wyroki, a także – jako dowody rzeczowe – oryginalne dokumenty
konspiracyjne, musiały często wystarczyć badaczom, którzy próbowali opisać dany
fragment powojennej rzeczywistości. Powracało w związku z tym pytanie o
wiarygodność tych źródeł. Zdawano sobie bowiem sprawę z okoliczności, w jakich
powstawały, celów, którym miały służyć, a także ich selekcji pod kątem potrzeb
aparatu represji. Jak wiadomo, ten zestaw dokumentów, który z Urzędu
Bezpieczeństwa via prokuratura trafiał do sądu, był przygotowany tak, by
ten ostatni mógł „w majestacie prawa” skazać podsądnego na karę, przewidzianą
dla niego w gabinetach partii komunistycznej lub bezpieki
[1].
Problematyce wykorzystywania protokołów przesłuchań w badaniach historycznych poświęcił kilka lat temu
odrębne studium Ryszard Śmietanka-Kruszelnicki, uwzględniając także
wcześniejsze głosy na ten temat[2].
Jednak zeznania podejrzanych-oskarżonych i świadków, a także inne wspomniane
wcześniej dokumenty, to jeszcze nie wszystkie stałe elementy akt spraw karnych.
Nawet przy braku innych źródeł lub ich niekompletności, mogą one dostarczyć
badaczom wielu informacji związanych z okolicznościami zatrzymania,
poszczególnymi fazami śledztwa, pozwalają w zarysie odtworzyć losy
aresztowanego, przygotowania i przebieg rozprawy sądowej, jak również
późniejszą drogę więzienną skazanego.
Przeglądając tom akt sądowych, historyk powinien kolejno znaleźć między innymi[3]:
– protokoły rewizji osobistej i domowej – sporządzane najczęściej w dniu
zatrzymania (szczególnie protokół rewizji osobistej) pozwalają zweryfikować
datę aresztowania podawaną w akcie oskarżenia lub wyroku; w tych ostatnich
dokumentach jest to czasem data sankcji prokuratorskiej, późniejsza o kilka dni
lub nawet tygodni. Protokoły rewizji mogą być takim szczególnym środkiem
weryfikacji dat, gdy nie ma pierwszych protokołów przesłuchań. Wykaz
zakwestionowanych przedmiotów pozwala też nieraz zorientować się, w jakich
okolicznościach nastąpiło zatrzymanie. Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na
te dokumenty, gdyż i one były fałszowane – szczególnie drastyczny przypadek
zostanie omówiony poniżej;
– kwit depozytowy – podpis zdającego funkcjonariusza (o ile jest czytelny) wskazuje,
który pion bezpieki zajmował się jako pierwszy zatrzymanym. Jak wiadomo, w
początkowym etapie miało miejsce tzw. śledztwo operatywne, które miało
dostarczyć jak najwięcej nowych „wyjść” i prowadzone było przez funkcjonariuszy
pionów operacyjnych[4]. Znając
nazwisko funkcjonariusza, można odszukać w obsadzie lub aktach personalnych, w
którym pionie służył i na tej podstawie odtworzyć, która struktura bezpieki
interesowała się zatrzymanym. Takie same informacje można wyczytać z wczesnych
protokołów przesłuchań, choć zwykle wszyscy przesłuchujący wpisywali się do
protokołów jako oficerowie śledczy, nawet gdy byli funkcjonariuszami pionów
operacyjnych;
– wniosek do NPW czy WPR w sprawie tymczasowego aresztowania – tu także nazwisko
czy funkcja zatwierdzającego powie o strukturze, która prowadziła śledztwo
operatywne;
– postanowienie o tymczasowym aresztowaniu – wydawane było zwykle na trzy
miesiące, więc na podstawie terminu upływu sankcji można wyznaczyć datę
zatrzymania; mimo że formularz przewidywał wpisanie daty, kiedy zapoznano z nim
aresztowanego i jego podpis, tej daty zwykle brak, co może wskazywać, że był
podpisywany ex post, przy kompletowaniu akt dla sądu;
– nakaz przyjęcia do więzienia – to zwykle data przejęcia przez pion śledczy; tu czasem
znaleźć można rzeczywistą datę przekazania aresztanta z aresztu wewnętrznego do
więzienia śledczego – pokwitowanie przyjęcia więźnia;
– postanowienie o wszczęciu śledztwa – formalnie otwierało śledztwo, faktycznie
zwykle wypisywano je na końcu (widać to szczególnie przy długotrwałych
śledztwach, gdy prowadzący się zmieniali);
– gdy śledztwo przedłużało się ponad trzy miesiące (a tak było najczęściej,
szczególnie w sprawach prowadzonych centralnie[5]),
odnawiano sankcję – po raz pierwszy czynił to prokurator, kolejne przedłużanie
aresztu tymczasowego wymagało postanowienia sądu. Jednak umieszczone w
protokole posiedzenia niejawnego nazwiska sędziów, nie świadczą wcale, że osoby
te brały udział w represjonowaniu danego aresztowanego. Posiedzenia te były
zwykle fikcją, a gotowe formularze podpisywał szef sądu, bez zapoznawania się z
aktami sprawy;
– protokół okazania dowodów rzeczowych – wskazuje co mogła i chciała wykorzystać
przed sądem bezpieka; dowody rzeczowe nie zawsze się zachowały lub mogły być
dołączone do akt sprawy;
– postanowienie o uznaniu za dowód rzeczowy;
– postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej – stanowiło zapowiedź
aktu oskarżenia; informuje nas, kiedy śledczy uznali, że sprawa dojrzała, by
przekazać ją do sądu;
– protokół zaznajomienia podejrzanego z materiałami śledztwa – nie świadczy
wcale, że podejrzanemu pozwalano czytać akta; najczęściej kończył się formułą: Podejrzany
po zaznajomieniu się z materiałami śledztwa, na pytanie czy wnosi o
uzupełnienie śledztwa oświadczył: że żadnych wniosków, celem uzupełnienia
śledztwa nie zgłasza. Tylko w wyjątkowych przypadkach więźniowie gotowi
byli poddać się dalszym udrękom śledztwa;
– postanowienie o zamknięciu śledztwa – sporządzane tak jak poprzednie dwa
dokumenty przez tego samego oficera prowadzącego śledztwo, zwykle z tą samą
datą;
– akt oskarżenia – sporządzany najczęściej przez oficera prowadzącego śledztwo,
zatwierdzany przez jego zwierzchników; określał zarzuty i ich podstawę prawną,
listę świadków i dowodów rzeczowych;
– postanowienie o zatwierdzeniu aktu oskarżenia – podpisywane przez
przedstawiciela prokuratury, która tak naprawdę najczęściej dopiero na tym
etapie brała jakikolwiek udział w czynnościach prowadzących do skazania;
– przesłanie aktu oskarżenia do sądu – wiązało się z przekazaniem podejrzanego do
dyspozycji sądu, aczkolwiek najczęściej nie zmieniał on miejsca pobytu i nadal
w rzeczywistości znajdował się w gestii funkcjonariuszy „bezpieczeństwa”;
– arkusz zarządzeń – wypełniany przez szefa sądu, określał czas i miejsce rozprawy, a
także skład sędziowski i obrońcę;
– protokół doręczenia/odczytania aktu oskarżenia – nie zdarzało się chyba, by w
sprawach politycznych dokument ten doręczano, co najwyżej odczytywano i żądano
podpisania bez zastrzeżeń. Zakwestionowanie na piśmie aktu oskarżenia świadczy
o wyjątkowej determinacji oskarżonego lub wyjątkowo liberalnej polityce sądu;
– kolejne dokumenty wiążą się już z rozprawą, wyrokiem i losami więziennymi
skazanego.
Wszystkie te informacje dociekliwy badacz uzyska właśnie z
akt sądowych, nie mając dostępu do innych – „lepszych” dla danego fragmentu
rzeczywistości – źródeł. Podstawą metodologii badań historycznych jest wszakże
krytyka źródeł – w tym ich konfrontowanie z innymi. Dzięki powszechnej obecnie
dostępności innego typu dokumentacji wytwarzanej przez bezpiekę w toku śledztwa
– akt kontrolno-śledczych, można wskazać jakie niebezpieczeństwa kryją się przy
dosłownym odczytaniu akt sądowych i jak dramatyczna rzeczywistość kryła się za
gładko brzmiącymi zdaniami z urzędowych formularzy.
Ilustracją tej tezy niech będzie kilka dokumentów związanych
z odczytaniem aktu oskarżenia dwóm ujętym przez MBP w ramach sprawy „Cezary”
spadochroniarzom wysłanym do Polski przez Delegaturę Zagraniczną WiN. Protokoły
odczytania aktu oskarżenia wskazywałyby, że odbyło się to całkowicie
bezproblemowo, obaj oskarżeni przyjęli zarzuty do wiadomości i zgodzili się na
przyspieszony termin rozprawy. W rzeczywistości było zupełnie inaczej, o czym
dowiedzieć się możemy tylko z akt kontrolno-śledczych.
Aby zrozumieć treść publikowanych niżej dokumentów, należy
zapoznać się z sylwetkami oskarżonych w tej sprawie.
Stefan Skrzyszowski vel Janusz
Patera („Bolek”), ur. 27 XII 1911 r. w Złoczowie, syn Stanisława i Anastazji z
d. Batluk. W latach 1931–1933 służył w WP w oddziałach telegraficznych. Później
pracował jako wiertacz, kierowca i mechanik. Prawdopodobnie w końcowym okresie
wojny był żołnierzem AK. W 1944 r. rozpoczął służbę w „ludowym” WP, z którego w
lutym następnego roku zdezerterował. Po dezercji z wojska ukrywał się najpierw
pod nazwiskiem Jan Kruk, a następnie Janusz Patera. Od początku 1949 r.
pracował jako mechanik w kapitanacie portu w Elblągu. W maju 1951 r. za
pośrednictwem jego brata Mariana nawiązał z nim kontakt funkcjonariusz MBP na
stopie niejawnej Henryk Wendrowski „Józef”, czołowy agent w prowokacyjnej „V
Komendzie WiN” i wciągnął go do „organizacji”. Odprawiony przez Stefana Sieńkę
„Tadeusza”, został przerzucony na Zachód w listopadzie 1951 r. drogą koło
Ostritz, by odbyć przeszkolenie radiotelegraficzne w Delegaturze Zagranicznej
WiN.
Drugim oskarżonym był Dionizy
Sosnowski („Zbyszek”, „Józef”), ur. 15 VIII 1927 lub 1929 r. w Goniądzu, syn
Józefa i Emilii z d. Sosnowska. W 1948 r. przyjechał do Warszawy i podjął
studia na Akademii Medycznej, jednak wkrótce musiał je przerwać i zaczął pracę
jako wychowawca w ośrodku szkoleniowo-wychowawczym. Wiosną 1951 r. został
wytypowany przez ZMP na Zlot Młodzieży w Berlinie, co postanowił wykorzystać do
ucieczki na Zachód. Wówczas w czerwcu 1951 r. nawiązał z nim kontakt inny
podstawowy agent operacji „Cezary” Jarosław Hamiwka „Kamiński”. Wyjazd
Sosnowskiego do Berlina został zablokowany, lecz 5/6 I 1952 r. wraz z Januszem
Borkowskim „Karolem” został przerzucony do Niemiec.
Odtąd losy Skrzyszowskiego i
Sosnowskiego potoczyły się równolegle. Zostali skierowani na zorganizowany
przez Delegaturę Zagraniczną WiN przy pomocy amerykańskich instruktorów kurs
radiotelegrafistów z elementami szkolenia dywersyjnego. Skrzyszowski ukończył
go w lipcu i na kilka dni w tajemnicy przed pozostałymi uczestnikami i
Amerykanami został skierowany do Londynu, gdzie przeszedł szkolenie na
radiostacjach angielskich. Sosnowski ukończył kurs w sierpniu. Obaj w nocy 4/5
XI 1952 r. zostali zrzuceni na Pomorzu i podjęci przez „V Komendę WiN”, która
przejęła przywieziony przez nich sprzęt, wyposażenie i pieniądze. Umieszczeni
na melinach „organizacji” sporządzali pisemne raporty z przebiegu kursu i
konspekty szkoleniowe. Po wyciągnięciu z nich wszystkich informacji, 6 XII 1952
r. zostali aresztowani. Po pokazowej rozprawie 18 II 1953 r. WSR w Warszawie
pod przewodnictwem ppłk. Mieczysława Widaja[6]
skazał ich na śmierć (sygn. Sr 121/53). Zostali straceni 15 V 1953 r. na
Mokotowie[7].
Od chwili zatrzymania obaj skoczkowie byli całkowicie bez
szans. W rękach bezpieki znajdował się cały materiał dowodowy, aczkolwiek aby
nie dekonspirować prowokacji, śledczym zabroniono ujawniać, że posiadają
notatki skoczków ze szkolenia w Niemczech[8].
Umiejętnie jednak dozowano nacisk psychiczny i sugerowano, że bezpieka posiada
szeroką wiedzę o ich działalności. Sprawiło to, że obaj składali obszerne
zeznania, aczkolwiek nie od pierwszej chwili i niektóre informacje zataili.
Zachowany raport z pierwszych dni śledztwa mówi, że Skrzyszowski łatwiej
zeznawał o „górze” organizacji niż szeregowych jej członkach[9].
Wiele wskazuje, że był świadomy prowokacji lub sądził, że wpadka objęła raczej
jego przełożonych. Pierwszy publikowany niżej dokument dowodzi, że
aresztowanych zwodzono obietnicą łagodniejszego wyroku i poddano „praniu
mózgu”, co skłoniło ich do pogodzenia się z kierunkiem śledztwa i
przygotowywanego procesu. Obaj spodziewali się kary śmierci, a jednak podczas
zapoznawania ich z aktem oskarżenia podjęli dramatyczną próbę zmiany swojej
sytuacji. Szczególnie zdecydowanie występowali przeciw zarzutowi przechowywania
przez nich spadochronów, radiostacji, broni i innego sprzętu oraz
przedstawiania przywiezionych przez nich dla organizacji pieniędzy jako ich
własności – korzyści, którą przyjęli za działalność szpiegowską[10].
Czyżby uwierzyli, że śledztwo to czas, w którym nie mają wpływu na to, co się
dzieje, a przed „wymiarem sprawiedliwości” będą mogli wyjaśnić prawdę?
Z pewnością byli bardzo zaskoczeni podejściem do nich
przedstawiciela sądu, skoro S. Skrzyszowski dał temu wyraz podczas
przesłuchania przez oficera śledczego w tym samym dniu[11].
Trudno przypuszczać, by przesłuchujący go por. Tadeusz Piaskowski rozczulał się
nad jego losem. Jego raport do przełożonego był raczej wyrazem obaw, że
nieodpowiedzialne zachowanie pracownika sądu i emocjonalna reakcja oskarżonego
mogą popsuć plan przygotowywanego procesu pokazowego. 13 II 1953 r. por.
Piaskowski donosił[12]:
Od st. ofic. śledczego
Warszawa, dnia 13 lutego 1953 roku
Wydz. II-go Dep. Śl[edczego] MBP
Piaskowskiego Tadeusza por.
Do
Vicedyrektora Dep. Śledczego MBP
ppłk. Leszkowicza
[13]
(drogą służbową)
Raport
Melduję, że w dniu
12 lutego 1953 r. przesłuchiwałem aresztowanego Skrzyszowskiego Stefana. W toku
przesłuchania Skrzyszowski między innymi oświadczył, że został mu odczytany akt
oskarżenia przez pracownika Sądu Wojskowego w stopniu porucznika oraz
chorążego, którym jak się okazało był Wojtczak. Dalej Skrzyszowski nadmienił,
że w trakcie odczytywania aktu oskarżenia wymienieni odnosili się do niego
wulgarnymi słowami wyzywając go od pachołków amerykańskich oraz straszyli go
karą śmierci, mówiąc, „że tobie już nic nie potrzeba bo i tak dostaniesz w
czapę”. Skrzyszowski tego rodzaju postępowaniem był bardzo zdziwiony i pytał
się dlaczego organa śledcze zmieniły swój stosunek do jego osoby, podczas kiedy
on pozytywnie ustosunkował się i jest ustosunkowany do śledztwa. Proszę ob.
pułkownika o zajęcie swojego stanowiska w powyższej sprawie.
Piaskowski T. por.
Nie wiemy niestety, jakie stanowisko zajął ppłk. Leszkowicz,
jednak na pewno zwrócił się o wyjaśnienie tej sytuacji przez samych jej
sprawców. Za pośrednictwem szefa Zarządu Sądownictwa Wojskowego nadszedł
meldunek z WSR w Warszawie[14]:
por. Kieferling Mieczysław[15]
Wojskowy Sąd Rejonowy
w Warszawie
DO
SZEFA ZARZĄDU SĄDOWNICTWA WOJSKOWEGO
[16]
W WARSZAWIE
Zgodnie z poleceniem Obywatela Pułkownika – melduję co następuje:
W dniu 12 lutego
1953 r. w godzinach rannych otrzymałem polecenie od Szefa Wojskowego Sądu
Rejonowego w Warszawie ppłk. Widaja, bym mniej więcej za godzinę – bo za ten
czas ma nadejść sprawa z NPW, udał się z nią do więzienia Warszawa I, celem
odczytania aktu oskarżenia oskarżonym w tej sprawie, których nazwiska będą się
zaczynać na literę „S”. Po otrzymaniu tej sprawy zgodnie z poleceniem Szefa
udałem się do więzienia Warszawa I, na X pawilon, gdzie zameldowałem się u
ppłk. Leszkowicza, a następnie na jego polecenie do ppłk. Łobanowskiego
[17],
który dał mi chor. Wojtczaka – jak dowiedziałem się nazwisko tego chorążego,
którego przed tym nie znałem – od Obywatela Pułkownika, który miał mnie
urządzić w wolnym pokoju i wezwać jednego z oskarżonych. Akt oskarżenia w cyt.
sprawie obejrzałem dopiero na miejscu w zajętym przeze mnie pokoju, i tu
dopiero dowiedziałem się, że chodzi tu o dwóch dywersantów wywiadu
amerykańskiego, o których szeroko pisała prasa i objaśniała wystawa „Oto
Ameryka”[18].
Pierwszym oskarżonym jakiemu miałem odczytać akt oskarżenia był oskarżony
Sosnowski. Oskarżonego Sosnowskiego pouczyłem, że odczytany będzie mu akt
oskarżenia w jego sprawie, żeby uważnie słuchał jego treść oraz gdyby nie
rozumiał czegoś lub nie dosłyszał, by się zwrócił z zapytaniem do mnie, a ja mu
powtórzę niezrozumiałą dla niego treść. Po odczytaniu aktu oskarżenia oskarżony
Sosnowski – zapytany przeze mnie, czy zrozumiał akt oskarżenia, powiedział mi:
1) czy była to szkoła dywersyjno-szpiegowska – on nie wie, jego specjalność to radio, że nie uczono
go wysadzać fabryki, minować drogi i mosty, palić stogi,
2) jakie było jego zadanie na terenie Polski – nie ma pojęcia,
3) radiostację i sprzęt jaki miał przy sobie on nie przechowywał,
4) na lądowisku sprzęt oddał ludziom, którzy na nich czekali,
5) kto to był, nie wie, przypuszczał, że była to organizacja,
6) przez okres jaki był w Polsce po skoku, nic nie działał i nie miał żadnego zadania, a jego zadanie byłoby mu
wyznaczone chyba w czasie konfliktu,
7) nie będzie on jednak stawiał żadnych sprzeciwów, gdyż uważa, że tak musi być, bo trzeba potępić Amerykanów.
Poszczególne zarzuty z jego strony w kierunku aktu oskarżenia jeden po drugim mu
tłumaczyłem, na podstawie aktu oskarżenia. Oskarżony Sosnowski po wysłuchaniu
mych objaśnień przyznał mi rację, lecz nie przestał kwestionować dowodów
rzeczowych w sprawie radiostacji RS-6 i innych dowodów, jakoby on miał je
przechowywać. Ja powiedziałem, [że] co mu jeszcze jest
niezrozumiałe, to musi już przedstawić Sądowi, po czym dałem protokół
odczytania aktu oskarżenia, który po przeczytaniu miał podpisać. Oskarżony
Sosnowski przeczytawszy protokół szukał wzrokiem pióra, wówczas ja dałem mu
swoje pióro „Parker” [i] powiedziałem: podpiszcie tym, to także amerykańskie.
Po tym kazałem wyprowadzić Sosnowskiego, a obecny w tym czasie chor. Wojtczak, który na krótko
przed tym wszedł do pokoju, szepnął na ucho konwojowi, by doprowadził
Skrzyszowskiego. Oskarżonemu Skrzyszowskiemu dałem kilka pytań – oczywiście
przed tym objaśniłem mu cel swego przybycia a jego wezwania, zadając mu kilka
pytań, czy zna dowody rzeczowe w tej sprawie, czy zapoznał się z aktami
śledztwa, czy wszystko zrozumiał, oraz czy mu czytać powoli i w jaki sposób by
zrozumiał treść aktu oskarżenia. Oskarżony Skrzyszowski zaczął swoje wywody od
tego, że on był w 1945 r. w Wojsku Polskim, z którego w następstwie zbiegł,
ponieważ chcieli go rzekomo wykończyć sowieci, że nie uciekł do Berlina, lecz
skierowała go tam organizacja na szkołę „Radio”, do której zawerbował go brat,
który już nie żyje, że jest mało uświadomiony politycznie, a nastawienie
organizacji podobało mu się na tyle, ponieważ żądaniem jej rzekomo było także
obrona granic na Odrze i Nysie
[19].
Ponieważ jego wywody wydały mi [się] absurdalne przerwałem mu je i
oświadczyłem, że to należało do śledztwa, a obecnie może to już wyjaśnić przed
sądem. Odczytywałem mu akt oskarżenia powoli. Po przeczytaniu mu go zapytałem
czy zrozumiał go, na co w/w począł podobnie jak jego poprzednik tłumaczyć mi,
że:
1) czy była to szkoła dywersyjno-szpiegowska on nie wie, dywersji go nie uczono, jego specjalność to
radio,
2) nie miał żadnego wyznaczonego zadania przez wywiad amerykański,
3) wcale nie uważa się on za agenta wywiadu amerykańskiego, lecz „posłańca” polskiej emigracji Maciołka
[20]
i Zaremby[21],
4) do Anglii wyjechał na dalszą naukę o radiostacji typu angielskiego, a było to ukrywane przed Amerykanami
dlatego, że polska emigracja i Anglicy nie bardzo bratają się z Amerykanami,
5) że robił to raczej w dobrej wierze, gdyż jak twierdzi emigracja ma dość Amerykanów i raczej nosi się z
zamiarami połączyć ze wschodem,
6) otrzymane radiostacje i uzbrojenie miał zdać na zrzutowisku i wcale ich nie przechowywał, jak mówi się
w akcie oskarżenia,
7) na terenie Polski żadnej działalności nie przejawiał, co miał robić nie wiedział,
8) pieniądze otrzymał także tylko po to, by przekazać organizacji, dlatego nie powinien za to odpowiadać,
9) że jest on żołnierzem tworzącej się armii na terenie Polski i tylko wypełniał jej rozkazy,
10) ani Amerykanie, ani Anglicy do swych wywiadów go nie angażowali,
11) truciznę miał po to, by w razie wsypy użyć, bo tak czy tak go czeka jedno – śmierć,
12) ludową władzę uważa jako jego prawowitą władzę i nawet będzie żądał kary śmierci dla siebie,
13) nie chciał działać i nie działałby przeciwko władzy w Polsce – w związku z tym uważa akt oskarżenia za
krzywdzący dla niego,
14) żadnych zapatrywań politycznych nie ma.
Jak poprzedniemu oskarżonemu – tłumaczyłem wraz z chor. Wojtczakiem, niektóre punkty z jego
zastrzeżeń. Chor. Wojtczak, który był obecny przy tym, tłumaczył mu też, aby przedstawić [że]
jego wywody są niesłuszne, użył przy tym dwa razy słowa „kurwa go mać”.
/-/ por. Kieferling Mieczysław
Warszawa, dnia 14 lutego 1953 r.
Analogiczny dokument sporządził śledczy chor. Bernard Wojtczak[22]:
chor. Wojtczak Bernard
Sekcja II Wydz. II
Dep. Śledczy MBP
Do
Naczelnika Wydz. II Dep. Śled [czego] MBP
ppłka Łobanowskiego
Raport
Po odczytaniu aktu oskarżenia przez por. z Sądu p[odejrza]nym
Sosnowskiemu Dionizemu i Skrzyszowskiemu Stefanowi w dniu 12 lutego 1953 r.
wysuwali oni następujące zastrzeżenia:
1. Ekwipunek zawarty w worku podczas zrzutu nie stanowił ich własności i w związku z tym nie
powinni być pociągani za to do odpowiedzialności karnej.
2. Skrzyszowski Stefan negował jakoby jego przeszkolenie za granicą było przeszkoleniem
dywersyjno-szpiegowskim, a jedynie był to kurs radiołączności.
3. Skrzyszowski nie przyznaje się do faktu, aby przed zrzutem do Polski otrzymał jakieś zadania
dywersyjno-szpiegowskie, a takowe miał otrzymać dopiero od org. WiN w kraju.
4. Obaj podejrzani nie przyznają się do faktu, że byli szpiegami na usługach wywiadu
amerykańskiego, tłumacząc to tym, że szkoleni byli przez Deleg[aturę]
Zagraniczną WiN.
5. Twierdzą, że w Polsce zadaniem ich miała być w przyszłości ochrona gospodarki na wypadek
wojny, gdyż „ustroje mogą się zmieniać, ale dorobku narodowego nie wolno
niszczyć”[23].
6. Skrzyszowski tłumaczy się, że wiele faktów w całej sprawie jest inaczej komentowane aniżeli on je rozumie,
zasłaniając się nieświadomością polityczną oświadcza, że on widzi je w innym
świetle.
B. Wojtczak
Warszawa, dnia 14 lutego 1953 r.
Być może wynikiem tych raportów, a może tylko rutynowym działaniem przed procesem pokazowym, były rozmowy z
oskarżonymi, których ślad znajdujemy w donosie agenta celnego przebywającego w
jednej celi z D. Sosnowskim: na krótko przed swoim procesem, […] odbyła się poważna rozmowa,
po prostu Sosnowskiego wezwano tak, jak gdyby na przesłuchanie, i tam rozmawiał
z Sosnowskim jakaś wyższa osobistość MBP, tak jak wyraził się Sosnowski i ta
osobistość zaznaczyła Sosnowskiemu, że Ministerstwu Bezpieczeństwa nie
rozchodzi się o ludzi, z którymi Sosnowski miał powiązania w kraju, lecz
Ministerstwu rozchodzi się najwięcej o to, aby Sosnowski na swym procesie jak
najgorzej określił Amerykanów i stosunki panujące w Niemczech Zach[odnich][24].
Proces spadochroniarzy odbył się bez przeszkód.
[1] F. Musiał, Polityka
czy sprawiedliwość? Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie (1946–1955), Kraków 2005.
[2] R. Śmietanka-Kruszelnicki, Protokół
przesłuchania jako źródło historyczne, „PiS”, 2003 nr 1(3), s. 199–207.
[3] Pełny wykaz typów dokumentów,
które mogą znaleźć się w aktach WSR, liczący 36 pozycji, podał K. Szwagrzyk, Struktura
i dokumentacja komunistycznego aparatu represji II (prokuratura i sądownictwo
wojskowe oraz powszechne, więziennictwo). Krytyka źródeł [w:] Projekt
badawczy „Lista represjonowanych w PRL z powodów politycznych 1944–1989”. Osoby
skazane przez Wojskowe Sądy Rejonowe w latach 1944–1955 na kary więzienia i
karę śmierci, „Zeszyty Instytutu Pamięci Narodowej Komisji Ścigania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu Oddział we Wrocławiu”, nr 4: 2001, s. 56–60.
[4] T. Balbus, Badanie
dokumentacji komunistycznego aparatu represji (UBP, Informacji Wojskowej,
Milicji Obywatelskiej). Wybrane aspekty źródłoznawcze, Ibidem, s. 29.
[5] Np. na koniec 1949 r. w
Departamencie Śledczym MBP z 222 aresztowanych – 190 przebywało w śledztwie
powyżej 6 miesięcy. IPN BU 01141/52,
Sprawozdania miesięczne z pracy Wydziału II Departamentu Śledczego MBP
1949, k. 9, Tablica statystyczna pracy Wydziału II Departamentu
Śledczego MBP za okres od dnia 1 XII 1949 do dnia 31 XII 1949.
[6] Mieczysław Widaj, szef WSR w
Warszawie od kwietnia 1952 do lipca 1954 r. Biogram zob.: K. Szwagrzyk, Zbrodnie
w majestacie prawa 1944–1945, s. 171–174.
[7] IPN BU 0330/197, Akta
kontrolno-śledcze sprawy p-ko D. Sosnowskiemu i S. Skrzyszowskiemu; IPN BU
944/306, Akta sprawy karnej p-ko D. Sosnowskiemu i S. Skrzyszowskiemu; IPN BU
0192/590, Akta operacyjne sprawy krypt. „Cezary”, t. 191–192, 201 (część akt
operacji została udostępniona autorowi w postaci mikrofisz – IPN BU
01224/1819); SPP, Kol. 19, t. 42; J. Łabędzki, M. Strużyński, Z
doświadczeń pracownika operacyjnego SB. Sprawa kryptonim „Cezary”, Warszawa
1972, s. 77–140.
[8] IPN BU 0330/197, Akta
kontrolno-śledcze sprawy p-ko D. Sosnowskiemu i S. Skrzyszowskiemu, k. 18,
Pismo vicedyrektora Departamentu III MBP Leona Andrzejewskiego do dyrektora
Departamentu Śledczego MBP Józefa Różańskiego, Warszawa, 22 XII 1952.
[9] IPN BU 0192/590, Akta operacyjne
sprawy krypt. „Cezary”, t. 191, k. 16, Notatka służbowa, Warszawa, 9 XII 1952.
[10] Wszystkie protokoły rewizji
znajdujące się w aktach sądowych datowane są na 6 XII 1952 r., czyli dzień
zatrzymania. Przy bliższej analizie zobaczymy jednak, że jedne – i te są
autentyczne – sporządzone są przez funkcjonariuszy z ekip zatrzymujących
skoczków (o ich składzie mówią dokumenty z akt operacyjnych) i nie zawierają
nic nadzwyczajnego poza ampułkami trucizny, które skoczkowie nosili przy sobie,
drugie zaś sporządzone są przez funkcjonariuszy Departamentu Śledczego (do
którego zatrzymani trafili dopiero ok. 18 grudnia), zawierają szereg uchybień
formalnych, ale przede wszystkim „dokumentują” przejęcie przez MBP
spadochronów, broni itd., które w rzeczywistości były tam od 5 XI 1952 r. W ten
sposób zapewniono istnienie dowodów rzeczowych do sprawy. IPN BU 944/306, Akta
sprawy karnej p-ko D. Sosnowskiemu i S. Skrzyszowskiemu, k. 2–4, 85–90; IPN BU
01224/1819, Akta operacyjne sprawy krypt. „Cezary”, j. 442.5.9–10, Plan
aresztowania Patery Janusza, Warszawa, 5 XII 1952; Ibidem, j. 471.3.7–8, Plan
aresztowania Sosnowskiego Dionizego, Warszawa, 5 XII 1952.
[11] Zarówno ten dokument, jak i
protokoły przesłuchań prowadzonych wiele tygodni po wyroku sądu, pokazują, że
„zamknięcie” śledztwa nie miało nic wspólnego z jego „zakończeniem”.
[12] IPN BU 0330/197, Akta
kontrolno-śledcze sprawy p-ko D. Sosnowskiemu i S. Skrzyszowskiemu, k. 80,
rkps.
[13] Wiktor Leszkowicz, vicedyrektor
Departamentu Śledczego MBP 15 XI 1951 – 8 IV 1954 r. Przebieg służby zob.: Służba
Bezpieczeństwa w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w latach 1944–1978. Centrala,
[w:] M. Piotrowski, Ludzie bezpieki w walce z Narodem i Kościołem,
Lublin 2000, s. 438.
[14] IPN BU 0330/197, Akta
kontrolno-śledcze sprawy p-ko D. Sosnowskiemu i S. Skrzyszowskiemu, k. 81–82,
mps, odpis.
[15] Mieczysław Kieferling, ur. w
1925 r. w Przemyślu, nie miał wykształcenia prawniczego, po 1947 r. był m.in.
aplikantem WPR we Wrocławiu, sekretarzem WSR w Poznaniu, następnie pracował w
sekretariacie WSR w Warszawie. Zob.: J. Poksiński, „My, sędziowie, nie
od Boga...”. Z dziejów Sądownictwa Wojskowego PRL 1944–1956. Materiały i
dokumenty, Warszawa
1996, s. 84.
[16] Od 1 X 1950 do 30 X 1956 r. był
nim płk Oskar Karliner. Biogram zob.: K. Szwagrzyk, Zbrodnie…, s. 95–97.
[17] Jerzy Łobanowski, naczelnik
Wydziału II Departamentu Śledczego MBP 1 IX 1951 – 30 XI 1954 r. Przebieg
służby zob.: Służba Bezpieczeństwa…, s. 651.
[18] Propagandowa wystawa
antyamerykańska otwarta w Warszawie w połowie grudnia 1952 r. Autorami
scenariusza byli Antoni Aleksandrowicz i Zenon Kosidowski. 29 XII 1952 r.
wypożyczono na nią jako eksponaty spadochrony, kombinezony i inny sprzęt
przywieziony przez skoczków. Otwarcie w Warszawie wystawy
problemowej „Oto Ameryka”,
„Trybuna Ludu” nr 350(1412), 17 XII 1952; STAB [S. Balicki], Uwaga
– trucizna!,
Ibidem nr 363(1425), 31 XII 1952; IPN BU 0330/197, Akta kontrolno-śledcze
sprawy p-ko D. Sosnowskiemu i S. Skrzyszowskiemu, k. 66–68, Akt
zdawczo-odbiorczy, Warszawa, 29 XII 1952.
[19] Postulat ten rzeczywiście był
bardzo mocno wysuwany w działalności Delegatury Zagranicznej WiN, a także – co
zrozumiałe – podczas pozyskiwania nowych konspiratorów przez prowokatorów z „V
Komendy”. IPN BU 01224/1819, Akta operacyjne sprawy krypt. „Cezary”, j.
408.2.2, Doniesienie agenturalne źr[ódła] „Rybski”, Wolin, 20 VII 1950. Z
adnotacji na tym donosie wynika, że szef PUBP w Wolinie oceniał na podstawie
programu organizacji przedstawionego „Rybskiemu”, że rozmówca informatora może
być agentem MBP.
[20] Józef Maciołek, kierownik
Delegatury Zagranicznej WiN w l. 1946–1953. Biogram zob. np.: „Dardanele”.
Delegatura WiN-u za granicą (1946–1949), wstęp, dobór tekstów, przypisy S.
J. Rostworowski, Wrocław 2000, s. 496–499; A. Zagórski, Maciołek Józef,
„ZHW”, nr 8: 1996, s. 203–207.
[21] Zygmunt Zaremba, jeden z
przywódców PPS, od 1946 r. na emigracji, w l. 1949–1954 członek Rady
Politycznej i przewodniczący jej Komisji Krajowej, współpracował z Delegaturą
Zagraniczną WiN, m.in. wygłaszając wykłady na kursie w Niemczech. Biogram zob.
np.: Z. Solak [w:] KOSP
, t. 1, s. 552–556; „Dardanele”...,
s. 580–582.
[22] IPN BU 0330/197, Akta
kontrolno-śledcze sprawy p-ko D. Sosnowskiemu i S. Skrzyszowskiemu, k. 83,
rkps.
[23] Jest to dowód, że
radiotelegrafiści szkoleni byli dla celów akcji „Wulkan” – skoordynowanej
dywersji na liniach komunikacyjnych biegnących przez Polskę, która miała
zastąpić amerykańskie uderzenie atomowe w razie wybuchu wojny z Sowietami.
[24] IPN BU 01224/1819, Akta
operacyjne sprawy krypt. „Cezary”, j. 472.5.8, Donos agenta celnego, Warszawa,
14 III 1953.